Wiosenne naturalne nowości, które odkryłam w marcu

 W powietrzu czuć już powoli wiosną, na sklepowych półkach także. Wybrałam się ostatnio na zakupy i postanowiłam wprowadzić trochę wiosny w moim otoczeniu, żeby trochę przyspieszyć jej przyjście i już teraz zacząć się cieszyć nowymi kolorami wokół. Co takiego wybrałam, żeby pomogło mi spełnić to zadanie? 

Kwiaty, kwiaty i kalanchoe w doniczce

Żywe kwiaty uwielbiam, a wiosną, kiedy na każdy bazarku ich pełno, jestem niemal w raju. Szybko jednak więdną i zawsze zostaje po nich pustka (kiedy po tygodniu wielki bukiet trzeba wyrzucić lub zmienić na inny). Doniczkowe rośliny lubię, choć raczej nigdy nie miałam ich za wiele. Po pierwsze wydawało mi się, że nie są tak kolorowe i pięknie pachnące jak świeże kwiaty, po drugie nie chciałam ich uśmiercić swoim brakiem botanicznych umiejętności. W tym miesiącu zaryzykowałam i odważyłam się na piękną kalanchoe.

Jeszcze w sklepie miałam ogromny dylemat, jaki kolor wybrać: czerwoną, pomarańczową, a może bladoróżową? W końcu wzięłam roślinę-niespodziankę, bo pączki nie były jeszcze na tyle rozwinięte, by rozpoznać w nich konkretny kolor. Teraz pięknie stoi na biurku i ozdabia swoimi kwiatkami cały pokój. Podobno może niedługo przekwitnąć (kwitnie od października do teraz), ale do tego czasu mam nadzieję jeszcze trochę się nią nacieszyć.

Podkład z Revlonu

Dużo o nim słyszałam i w związku z tym nie byłam pewna, czy się na niego zdecydować. Nie mam swojego ulubionego, sprawdzonego podkładu i cały czas (czyt. co kilka miesięcy) testuję sobie kolejne marki, aż w końcu trafię na tę jedną, jedyną. 😉 Jedni mówili, że ten konkretny podkład jest ciężki i powoduje zapychanie porów, inni, że jest po prostu dobrze kryjący. W końcu znalazłam dłuższą chwilę, żeby wybrać się na zakupy kosmetyczne i sprawdzić kilka różnych produktów, których do tej pory nie próbowałam. Raczej preferuję naturalne i lekkie kosmetyki, ale Revlon Colorstay (do cery mieszanej i tłustej, numer 150) bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Okazało się, że ten z pompką ma lżejszą konsystencję niż ten bez, jest też bardzo trwały. I choć na co dzień wolę kremy BB, to jednak z tym podkładem bardzo się już zaprzyjaźniłam.

Książka „Bóg w wielkim mieście”

Jedna z najpiękniej wykonanych książek, jaką kiedykolwiek widziałam. Okładka w kolorze delikatnego, pudrowego różu, piękne grafiki i zdjęcia w środku. Choć może o stronie estetycznej powinnam wspomnieć na końcu, nie ocenia się przecież książki po okładce. A w środku wywiady, mądre i wciągające dla tych, co lubią rozmawiać i słuchać o duchowej stronie życia..

Gotowe mieszanki kasz i nie tylko

Raczej nie jestem fanką gotowych dań i produktów, bo w większości nie są ani smaczne, ani zdrowe. Tutaj jednak ich gotowość polega na tym, że są to po prostu mieszkanki kilku różnych kasz w jednym opakowaniu (czasem z dodatkiem suszonych warzyw), które wystarczy wrzucić do gotującej się wody i obiad gotowy. Przydatne zwłaszcza wtedy, kiedy średnio mamy czas na zastanawianie się, co dziś dodać do obiadu. Próbowałam dotychczas mieszanki zielonej soczewicy, bulguru i pęczaku oraz vermicelli, pomidorów oraz orkiszu.

Trendy Lunch pęczak, bulgur, soczewica zielona 4 x 100 g

Tyle z moich wiosennych odkryć. Jestem bardzo ciekawa, czy ktoś z Was odkrył ostatnio nowy kosmetyk, coś do jedzenia albo do czytania, czym mógłby się podzielić? 😉 Jeśli tak, dajcie znać, chętnie uzupełnię moją listę wiosennych ulubieńców o nowe nabytki.

Czytałeś już pozostałe wpisy?

Dodaj komentarz